Wpis codzienny

Posted: Październik 5, 2013 in Projekt: muzyka

W czwartek byłem na koncercie szwedzkiej kapeli „Brimstone Days” w Desdemonie. Koncert dobry, towarzysko bardzo dobrze również. Dwa wnioski wyniosłem z tej imprezy, jeden krótki i ogólnożyciowy, a drugi dotyczący bloga własnie.

Pierwszy, ogólny wniosek brzmi: nie lecz przeziębienia malinówką, na pewno nie w dużych ilościach. Rezultat może być strasznie, strasznie zły, bolesny i trudny.

Wniosek drugi przyjął postać postanowienia, które powziąłem po rozmowie z  Rafałem, wokalistą The Shipyard, którego serdecznie pozdrawiam. Zgodnie z jego sugestią postanowiłem, że od dzisiaj będę pisał krótkie posty, opisujące przebieg wydarzeń dzień po dniu. Nie będzie teoretycznych rozważań, będzie więcej faktów i notatek dotyczących tego, co robię, planuję itd.

Zaczynamy od dzisiaj. Wrzucam więc zdjęcie tego, czym się ekscytuję od kilku dni.

2013-09-24 12.00.46

Póki co wygląda jak cela, ale już za kilka tygodni zmieni się nie do poznania. Oto miejsce, w którym mam zamiar stworzyć przestrzeń do pracy, o jakiej zawsze marzyłem. Połączenie studia i sali prób, z internetem, wygodnym obrotowym fotelem i innymi udogodnieniami. Środki są wprawdzie ograniczone, ale za to zapał do pracy ogromny. Trzymajcie kciuki! Ruszam z robotą od poniedziałku – na początek czeka mnie załatwianie licznika energii, czyli stanie w kolejce biura obsługi klienta dostawcy prądu przez około 2 godziny. Jeżeli to mnie nie pokona, to nic innego mi już nie przeszkodzi:) Później będę pomieszczenie dokładnie mierzył, szukał rozwiązania na jego ogrzanie (bo CO niestety brak), a wieczorem zajmiemy się poszukiwaniem rezonujących częstotliwości dźwięku, żeby stworzyć jak najlepsze warunki akustyczne.

Co poza tym? 10.12. Gramy z LOGOPHONIC fajną imprezę w Gdyni Kolibkach (link do FB) i pomału zapełniamy sobie kalendarz koncertami na jesień. Trochę za bardzo pomału, ale jestem dobrej myśli. W międzyczasie z Warszawy spływają wstępne miksy nowej płyty, brzmią obiecująco.

Tyle na dziś, idę leczyć przeziębienie – tym razem aspiryną.

Crowdfunding

Posted: Wrzesień 7, 2013 in Projekt: muzyka

Właśnie rozpoczęliśmy zbieranie środków na nagranie 2. płyty LOGOPHONIC. Wydaje się, że to naprawdę godna polecenia forma poszukiwania finansowania projektów. Pożyjemy, zobaczymy. Póki co idzie na prawdę nieźle!

Projekt możecie zobaczyć tutaj:

http://polakpotrafi.pl/projekt/druga-plyta-logophonic

Muszę przyznać, że kręcenie klipu promującego akcję było na prawdę fajnym zajęciem. Założyliśmy sobie, że trzeba ocieplić wizerunek i zrobić coś bardzo ludzkiego, chyba się nam udało. Jakościowo całość może nie powala, wszystko kręciliśmy i montowaliśmy sami – za pomocą lustrzanki cyfrowej na statywie i programu Windows Movie Maker – ale zamierzony efekt udało nam się osiągnąć.  W tego typu filmach nie chodzi przecież o efekty specjalne i obraz „żyleta”, miało być naturalnie, moim zdaniem gdyby było widać, że zostało to wyprodukowane  za ciężkie pieniądze – wyglądało by sztucznie i mało wiarygodnie.  Z drugiej strony, gdybyśmy mieli budżet na mega produkcję – pewnie przyjęlibyśmy inne założenia 🙂

No i teraz pytanie: w jaki sposób promować tą akcję?

Póki co opieram się na facebooku, ale to może nie wystarczyć. Umówiłem nas też wstępnie na rozmowę z Kamilem Wicikiem na ten właśnie temat w Radio Gdańsk, to już dużo. Generalnie,  Kamilowi jestem bardzo wdzięczny. Uważam, że wykonuje dla trójmiejskiej sceny muzycznej kawał naprawdę świetnej roboty. Jest mi niezmiernie miło, że wspieranie naszej działalności również jest częścią pracy, którą wykonuje na rzecz rozwoju muzycznego Trójmiasta. Ale potrzeba nam czegoś jeszcze…

Jeżeli macie jeszcze jakieś pomysły: piszcie proszę!

I trzymajcie kciuki 🙂

To jest bardzo przyjemne uczucie. Lista niewiadomych i potencjalnych zagrożeń na horyzoncie jest długa, a mi jest z tym dobrze. Dzięki zwolnieniu głowy z quasi-korporacyjnych obowiązków jestem pełen wiary, że każdy problem czeka tylko na odpowiednio kreatywne rozwiązanie i wszystko będzie dobrze. Oprócz rozwiązania problemów w gratisie dostanę satysfakcję, że udało mi się je rozwiązać. Poniżej pierwszy z serii kilku kłopotów, z których dzisiaj się cieszę, a jutro pewnie przyprawią mnie o depresję.

Pierwszy problem o którym na piszę to problem finansów. Będzie potraktowany mocno teoretycznie, bo nie chcę wchodzić w detale związane z innymi problemami – jak wiadomo prawie wszystkie problemy można  sprowadzić do pieniędzy. Inne problemy będę opisywać dużo konkretniej… prawdopodobnie.  Nie obiecuję, bo okazuje się, że bardzo lubię teoretyzować na prawie każdy temat 🙂

Problem pierwszy:  Kasa

Jest to problem tak oklepany, że aż trochę mi szkoda bajtów na to, żeby o nim pisać. Ale zaprząta mój umysł dość często, więc nie sposób go pominąć.

Generalnie zajęło mi jakieś 30 lat, żeby pogodzić się z faktem, że takie zjawisko jak pieniądze ma swoją ugruntowaną pozycję w otaczającej mnie rzeczywistości i mimo moich usilnych prób jego ignorowania – nie przestanie występować w przyrodzie. Kiedy już doszedłem do tego wniosku, postanowiłem się z pieniędzmi oswoić, to znaczy trochę je polubić.  Jest to może myślenie trochę magiczne, na pewno brzmi infantylnie, ale wyszedłem z założenia, że jak nie będę lubił pieniędzy, to nie będą chciały do mnie przychodzić – tak jak ja nie lubię odwiedzać kogoś, kto mnie nie lubi. Trochę to chore, ale mam wrażenie, że to w jakiś sposób działa.

Na co potrzebuję pieniędzy?

  1. Na życie
  2. Na życie trochę lepsze
  3. Na życie wygodne
  4. Na życie w luksusie
  5. Na sprzęt, rozwój, nagrywanie, wydawanie płyt itd.

Generalnie obecnie starcza mi na zaspokojenie pkt. 1 i czasami pkt. 2. W osiągnięciu pkt. 2 najczęściej przeszkadza mi stałe dążenie do zaspokojenia potrzeby z pkt. 5. Punkt 4. nigdy nie zostanie osiągnięty, bo apetyt rośnie w miarę jedzenia, a poza tym trzeba przecież gonić przysłowiowego króliczka. Pkt. 3 to cel, który kiedyś uda mi się osiągnąć. Na pewno nie dzisiaj, może za parę lat.

Pozbierałem w ciągu życia kilka opowieści i anegdot, które w pewien sposób pozwalają mi sobie radzić z realiami. Poniżej krótki zbiór prawd:

Po pierwsze: Rób swoje. jeżeli skupisz się na robieniu pieniędzy, to zrobisz pieniądze (kropka). Jeżeli skupisz się na robieniu czegoś swojego, to zrobisz coś fajnego, a robiąc to odpowiednio dobrze (nie ignorując przy tym ogólnych zasad działania wolnego rynku), to z czasem zrobisz też pieniądze.

Po drugie: Wyznacz cel. Jeżeli nie wiesz dokąd idziesz – na pewno tam nie dojdziesz (cytat z pamiętnika Kubusia Puchatka).

Po trzecie: Nie ograniczaj się. Trzeba na każdym kroku eliminować błąd w myśleniu, który przejawia się zdaniem „to się nie może udać”. Zygmunt Bauman podobno użył kiedyś takiej anegdoty do jego opisania:

– Przepraszam, jak stąd dojść do Dublina?

– Wie Pan, jakbym ja szedł do Dublina, to bym nie zaczynał z tego miejsca.

Oczywiście, chodzi tylko o śmiałość założeń, każde z nich trzeb później bardzo dokładnie przeanalizować w poszukiwaniu błędów i faktycznych barier. Staram się nie zakładać, że dostanę nagrodę Nobla w dziedzinie fizyki.

Po czwarte: Nie daj się zwariować. Kiedyś uczyłem angielskiego. W podręczniku trafiłem na anegdotę, o amerykańskich turystach i greckim rybaku, który wylegiwał się na plaży o godzinie 9 rano. Rozmowa między nimi przebiegała mniej więcej tak:

Turyści:  Czemu nie łowisz?

Rybak:  Już łowiłem.

T: Ale mógłbyś złowić więcej!

R: Po co?

T: Jakbyś złowił więcej, to mógłbyś kupić drugą łódź!

R: Po co?

T: Żeby łowić więcej!

R: Po co?

T: Jak będziesz łowił coraz więcej, to będziesz potem miał całą flotę kutrów!

R: I co wtedy?

T: I wtedy będziesz mógł cały dzień wylegiwać się na plaży!

R: A co robię teraz?

Generalnie, na życie udaje mi się zarobić. Na trochę lepsze życie czasami też. Podstawowy problem, to spowodować, żeby wszystkie te potrzeby stopniowo zapewniać sobie tylko działaniami stricte muzycznymi, bez konieczności wykonywania innych prac dorywczych. i na tym się trzeba skupić.

Dla rozluźnienia, na koniec, przedstawiam inny zbiór zasad. Zgodnie z zasadą, żeby się nie dać zwariować z tymi zasadami:

Znaki

Posted: Sierpień 14, 2013 in Projekt: muzyka

Nie jestem przesadnie religijny. Właściwie to jestem przesadnie niereligijny. Mariusz Szczygieł napisał książkę o Czechach zatytułowaną „Zrób sobie raj”, w której znalazłem anegdotę o prawdziwych ateistach. Bardzo mi się ona podoba i chyba w jakiś sposób mnie opisuje. Nie pamiętam dokładnie, ale szło to mniej więcej tak: podobno w Czechach 95% ludzi uznaje się za ateistów, ale prawdziwych ateistów jest w Czechach tylko około 5% – bo tylko tylu Czechów wie, w jakiego Boga nie wierzy.

Okładka „Zrób sobie raj”

Z drugiej strony, zostałem wychowany w kulturze chrześcijańskiej i tego nie zmienię. Czasami więc staję się religijny, w dość zaskakujących momentach. Dzisiaj próbowałem robić tłumaczenie instrukcji obsługi – zajęcie dla podratowania budżetu. Niestety, edytor tekstu wiesza się i nie pozwala pracować. Uznaję to za znak. Siła Wyższa mówi – NIE RÓB TEGO.

wiesza

Umówiłem się na próbę. Wprawdzie wieczorem miała być plenerowa impreza z graniem na żywo, ale kolejny Znak od Siły Wyższej odczytuję z termometru (14 stopni). Wieje i pada. Prorokuję: zdaje się, że nic z tego nie będzie.

Chyba muszę wymyślić jakiś plan B na dzisiaj. Zobaczymy co się stanie, jak dotrę na próbę…

Endorfiny

Posted: Sierpień 4, 2013 in Projekt: muzyka

Dobra, nie jestem na Offie. Żałuję jak cholera, mówię to bardzo poważnie. Wczoraj grałem na skrzyżowaniu świętojańskiej i 10 lutego w Gdyni, w infobox’e. Podobno był jakiś wypadek, zaraz obok. Nie zauważyłem tego. Dowiedziałem się dzisiaj.

Dzisiaj spędziłem też z cudowny dzień nad otwartym morzem, w Karwi, a  wieczorem zagrałem koncert w rewelacyjnym miejscu, które można na pierwszy rzut oka określić jako przyplażową budę z piwem i czymśtam. ” Ale muzę grają niezłą.”

Dlaczego kocham tą pracę? Bo na chwilę przed graniem zrobiłem na przykład takie zdjęcie:

Bar na Wale u Wojtka, przed koncertem LOGOPHONIC

Bar na Wale u Wojtka, przed koncertem LOGOPHONIC

Fotę zrobiłem jakieś 20 metrów od miejsca, w którym graliśmy. Właścicielem przyplażowej budy z czymśtam jest Wojtek, znany z refrenu i tytułu numeru zespołu Illusion.

Podczas koncertu patrzyłem głównie na jednego człowieka. Wyglądał na zupełnie normalnego… turystę. Wydawało mi się, że pierwszy raz w życiu jest na koncercie, że pierwszy raz w życiu dał się wyrwać z rzeczywistości i skupić się na czuciu muzyki. Patrzyłem na niego w momencie, w którym coś odkrywał.

Zgrałem kilka na prawdę skutecznych dźwięków. Skuteczne uważam wyżej niż dobre, bo te potrafią być po prostu poprawne. A bardzo poprawnie można przecież mówić  coś, co jest straszną bzdurą. Dzisiaj mówiłem o czymś fajnym.

KOCHAM TĄ PRACĘ!

Z pleneru do radia

Posted: Lipiec 29, 2013 in Projekt: muzyka

Było pracowicie bardzo, nie miałem czasu nic pisać. Spieszę uzupełnić informacje na temat postępów. A działo się dużo. Przez blisko tydzień, w bajkowej wręcz scenerii Szwajcarii Kaszubskiej, poświęcaliśmy całą swoją uwagę i czas na wymyślanie i granie nowej muzyki.  Moim zdaniem jest to wręcz bezcenna forma pracy. Nic nie rozprasza, masz za zadanie wyłącznie wymyślać i to nagrywać. Zabraliśmy ze sobą wzmacniacze, gitary, komputer, mikrofony i statywy. Wszystko po to, żeby w dowolnym momencie móc wcisnąć „record”, tak żeby nie umknął żaden pomysł. Z drugiej strony, jeżeli coś Ci się wydaje fantastyczne, możesz to sobie odtworzyć za jakiś czas, żeby się przekonać czy na pewno takie jest:)

Wyjechaliśmy z żalem, bo było cudnie, ale też zadowoleni, bo przywieźliśmy ze sobą pięć zarysów i dwa gotowe numery. A opróćz tego – perę bardzo ciekawych improwizacji. Postaram się jedną z nich odrobinkę podmiksować i udostępnić. Wróciliśmy w sobotę, żeby zagrać niedzielny koncert w Radio Gdańsk.

Wielki luz w plenerowej scenerii - Misza The Pies również to poczuł, mega poza do zdjęcia "w skalniaku"

Wielki luz w plenerowej scenerii – Misza The Pies również to poczuł, mega poza do zdjęcia „w skalniaku”

Koncert transmitowany na żywo przez publiczne radio to ważne wydarzenie. Z promocyjnego punktu widzenia jest to najlepsze, co można sobie wyobrazić. Oczywiście pod warunkiem, że zagra się dobry koncert. Mimo sporego doświadczenia koncertowego dość mocno się stresowaliśmy, chyba głównie dlatego, że występowanie w duecie jest bardzo trudne wykonawczo. Wystarczy, że pomyli się jedna osoba, a już całość potrafi zabrzmieć rażąco nieprzyjemne.

Na szczęście koncert poszedł na prawdę dobrze. Sala wypełniona po brzegi, entuzjastyczne opinie od radiosłuchaczy, no sama radość. Koncert był w całośći rejestrowany, więc może uda nam się nawet go opublikować w jakiejś formie? No chyba, że jak w przypadku niektórych rejestrowanych pomysłów, okaże się po odsłuchu że koncert do tego się nie nadaje… Ale bądźmy dobrej myśli i nie przesadzajmy z perfekcjonizmem:)

W tym miejscu chciałem zamieścić wielkie podziękowania dla Kamila Wicika i całego grona ludzi organizujących cykl „Metropolia jest Okey w Radio Gdańsk”.  Poniżej kilka ze zdjęć z wczorajszego koncertu (autor zdjęć: Marcin Biliński). Po kliknięciu w zdjęcie otworzy się pełna galeria.

Photo by: Marcin Biliński

Na dwie ręce i nogi:)

Photo by: Marcin Biliński
Krzysztof Stachura, LOGOPHONIC,  nie zawsze z akustykiem

LOGOPHONIC, Photo by Marcin Biliński

Maciek Szkudlarek, LOGOPHONICLOGOPHONIC

Krzysztof Stachura, LOGOPHONIC
Krzysztof Stachura, LOGOPHONIC

Krzysztof Stachura, LOGOPHONIC

Poligon czyli dżem

Posted: Lipiec 22, 2013 in Projekt: muzyka

Na dzisiaj mała refleksja: grając improwizowane jam session dostajesz jednocześnie dwie rzeczy, które mogą się wydawać totalnie skrajne. Z jednej styrony, podczas jamu podchodzisz do grania na totalnym luzie. Nie obchodzi cię kolejność pojawiania się motywów z formalnymi udziwnieniami, trudne wykonawczo fragmenty znikają z listy potencjalnych problemów. Czysta energia grania, komunikacja z innymi ludźmi za pomocą dźwięków. No sama radość!

Z drugiej strony, trzeba się liczyć z dość dużym stresem, bo najczęściej nie jesteś w stanie przewidzieć  na co trafisz. Wychodząc z dziś z domu, chcąc nie chcąc zakładałem coś. Cieszyłem się, że dawno nie grałem z żywą sekcją rytmiczną. Wyobraziłem sobie energetyczne, soczyste dźwięki,  w towarzystwie fajnego, międzynarodowego składu. Nie udało mi się w mojej wizji uwzględnić, że mogą to być improwizacje na temat muzyki etnicznej i folkowej, z dużą przewagą instrumentów smyczkowych i dawnych. Nigdy w życiu nie grałem folku ani niczego do niego zbliżonego. Wchodząc na scenę z przygotowanym na bluesowe solówki stratocasterem, bez żadnych efektów, zastanawiałem się co ja mam niby zagrać do duńskiej muzyki ludowej dysponując brzmieniem gitary Hendrixa. Sekcji rytmicznej niestety nie było. Tak czy inaczej, w rezultacie udało mi się zagrać kilka na prawdę ciekawych dźwięków w bardzo dobrym towarzystwie.

Żeby dokładnie zilustrować moje samopoczucie podczas pierwszych minut na scenie zamieszczam co następuje: 

A teraz zupełnie poważnie:

Jam Sessions w Blues Clubie w Gdyni będą się odbywać jeszcze przez 2 dni, towarzystwo doborowe, a stylistyka zapowiada się różnorodna i otwarta. Jutro wyjeżdżamy z logophonikiem na Kaszuby, więc nie będę mógł uczestniczyć, ale gorąco polecam.  Tutaj można przeczytać, o co chodzi w całym przedsięwzięciu i w jamach. Gdybym sam to zrobił jak należy, zwracając uwagę na dossier osób prowadzących warsztatów, zabrał bym ze sobą akustyka, a nie strata 🙂

—————-

Bardzo dawno nie grałem otwartego formalnie jamu. Niniejszym postanawiam bezwzględnie brać udział w jak największej ilości tego typu akcji. Bardzo dobrze wspominam jedną z ostatnich, które udało się zarejestrować.  [link niżej].

https://myspace.com/zywesrody/music/song/love-will-tear-us-apart-7673076-7474260