Archive for the ‘Uncategorized’ Category

Pan Instalator nie dzwoni

Posted: Październik 14, 2013 in Uncategorized

Dzieje się dużo. Ponieważ z przyczyn niezależnych nie stać mnie na pisanie elaboratów, opiszę krótko to co się dzieje/działo, przynajmniej hasłowo.

W sobotę graliśmy koncert w Gdyni Kolibkach na otwarciu nowej artystycznej lokalizacji.  Bardzo mnie cieszy, że miasto oddało tą przestrzeń na pracownie i działania związane z kulturą, trzymam kciuki. Nie będę imprezy ani miejsca opisywał, tylko wkleję link do galerii (link).

Jeśli chodzi o sam nasz koncert – wyszło dobrze, chociaż żal, że nie zaczęliśmy grać trochę później, kiedy już zeszło się trochę więcej ludzi. Podobno brzmiało świetnie, co cieszy. Niestety, zimno było jak diabli i nie doczekałem do koncertu Shipyard, żałuję szczerze i obiecuję nadrobić przy najbliższej okazji.

Skoro już o galeriach, to zachęcam gorąco do obejrzenia sesji popełnionej przez Andrzeja Zająca podczas tego samego wydarzenia. Urzekła mnie swoim subtelnym i wyważonym dowcipem. Opis galerii – mistrzostwo. (link)

Seria zdjęć Zająca z udziałem Młynka w roli – wyjątkowo – krytyka sztuki. Cudeńko 🙂

Wczoraj z kolei byłem na świetnie brzmiącym koncercie Kiev Office i PLUM w Desdemonie. Zdecydowanie warto było tam być. Kiev w świetnej formie, nigdy chyba nie podobali mi się bardziej.

Z innej beczki: dzisiaj spotkałem się z Panem Instalatorem. Miał podłączyć prąd do przyszłego studia, żebym mógł zacząć coś ogarniać, ale niestety nie był w stanie sprawdzić, w który otwór wstawić licznik, żeby zasilał właściwe pomieszczenie… Pan Instalator miał do mnie jeszcze dzisiaj dzwonić, ale póki co się nie odzywa. Czekam.

A na zakończenie ciekawy konkurs dla gitarzystów. Planuję wziąć udział, chociaż jeszcze nie słuchałem. Ale warto się pochylić, bo nagroda przepyszna. Ależ byłoby pięknie…  (link)

Konkurs z MEGA nagrodą

Reklamy

Myślałem, że można nazwać bloga na przykład Million Dollar Tune. Tylko że wtedy wyszło by na to, że całe życie chcę napisać piosenkę za milion dolarów. Oczywiście, chciałbym. Każdy muzyk by chciał. Ale to nie jest żadne cel.

Muzyka to jest Pani, która nie lubi fałszu ani kompromisów. Nie da się chyba zrobić piosenki, która w połowie będzie osobista, a w połowie będzie przebojem uszytym na miarę milionów słuchaczy, którzy akurat chcą słuchać na przykład „Gangnam Style”. Takie połączenie będzie zawsze sztuczne, nieskuteczne. Jeżeli już robić z siebie narzędzie do produkowania hitów, to trzeba się pozbyć wszelkich wątpliwości: twoje zdanie na temat tego, co jest dobre a co nie – nie ma żadnego znaczenia. Musisz cały stać się instrumentem. Osobiście – nie umiem.

Może z tym instrumentalnym podejściem do siebie to przesada. Bo trzeba przecież wiedzieć co się robi, żeby muzyka była dobra. Wydawało mi się zawsze, że do stworzenia takiego „osobistego hitu” trzeba się opakować w jakieś ładne pudełko i wystawić na sprzedaż, wyprodukować „gwiazdę”, która ma moc nadawania muzyce wartości przez własną zajebistość. Co w tym złego? Niby nic. Ale jest w tym coś nieuczciwego, spłaszczającego. Bo przecież muzyka powstaje z wewnętrznej potrzeby,  tak jak chce się krzyczeć albo płakać, tak samo chce się śpiewać. To ona sama ma powodować dreszcze, bo ma taką moc, nie potrzebuje dodatkowej pomocy. Takiej jej chcę szukać!

Life Long Tune pasuje lepiej. Chcę, czy nie chcę – ta Pani towarzyszy mi od zawsze i chyba nigdy nie przestanie. Słuchałem jej i grałem ją chyba w każdej jej formie, odmianie, w każdej możliwej scenerii i powodowany każdą motywacją. Od chóru z orkiestrą na studiach, przez chałtury za kasę, epizody medialne, house-POP w kurorcie, na HC w hardkorowych lokalizacjach kończąc. Na pewno o nich wszystkich jeszcze będę pisać. Muzyka była już mi przyczyną chyba wszystkich możliwych stanów emocjonalnych: euforii, depresji, spełnienia w ekshibicjonistycznym amoku, ukojenia w delikatnym brzdąkaniu w kuchni po kłótni ze śpiącą już dziewczyną.

Muzyka zafundowała mi już tyle życiowych zakrętów, finansowych kłopotów, wątpliwości i załamań, że wystarczyłoby na kilka dużo starszych ode mnie osób. I co na to ja? Ano to:

Queens Of The Stone Age „Do It Again”

Wyszło mi z tego pierwszego posta coś na kształt manifestu, ale od czegoś trzeba zacząć:) W przyszłości spodziewajcie się, że będzie więcej konkretów, opowieści i ciekawostek rozmaitej maści.