Banda nierobów

Posted: Październik 23, 2013 in Projekt: muzyka

Jedziemy do Warszawy. Wyjeżdżamy pewnie koło 16tej albo 17tej. W czwartek będziemy siedzieć w studio i pracować nad aranżem kawałków. Pewnie w 2-3 będzie więcej roboty, 4 powinny pójść gładziutko, a do 2 nie mamy żadnych uwag. Czyli to już ostatnia prosta. Teraz trzeba tylko:

1. Ustalić kolejność. Bo to ważne, żeby płyty słuchało się dobrze i gładko od początku do końca, powinna prowadzić słuchającego za rękę, czasami lekkim muśnięciem w ramię sugerując kierunek, a czasami ciągnąc go siłą w określoną stronę. Najważniejsze: ani przez chwilę płyta nie powinna zostawiać słuchacza bez kontaktu. Może kiedyś uda się coś takiego osiągnąć w stu procentach? Bardzo niewiele płyt na świecie zabiera w podróż od pierwszego do ostatniego dźwięku.

2. Zrobić okładkę i ustalić tytuł płyty. Zarys pomysłu na okładkę już jest, ale może się nie przyjąć. Chcielibyśmy wykorzystać jako motyw wiodący część któregoś z obrazów  Jerzego Stachury, czyli ojca Krzysztofa. Może się nie przyjąć, bo robienie okładki to też proces twórczy, zwłaszcza w przypadku Maxa Białystoka (pozdrowienia!), który będzie się tym zajmował. Musi poczuć płytę i poczuć obraz, połączyć to w całość. Oczywiście, zanim powstanie pełna okładka, trzeba napisać jej treść, nie zapominając o niczym. Najważniejszą częścią tekstu na okładkę jest tytuł płyty. Poprzedni przyszedł do głowy sam, czekam i mam nadzieję, że z tą będzie podobnie.

Może to na okładkę? „Tryptyk Miejski Lewy”, Jerzy Stachura. Po kliknięciu przejdziesz do galerii, polecam!

3. Zarejestrować utwory w ZAiKSie i Sto Arcie. Bo chcemy. Żeby to zrobić, utwory już musza mieć zamknięte ostatecznie formy, a następnie należy je przesłać do Pana Jarogniewa, specjalisty od zapisywania utworów w nutach w formie akceptowanej przez ZAiKS, który jest chyba monopolistą na trójmiejskim rynku. Potem trzeba to wszystko wydrukować, podpisać osiemset razy, podparafować, wsadzić w kopertę i wysłać. Po kilku miesiącach może się okazać, że zapis nie będzie odpowiadać rzeczoznawcy, który usłyszy tam coś innego i wyśle utwór do korekty.

4. Zorganizować mastering. Ważne, żeby to był ktoś inny niż osoba, która robi miks. W ten sposób, na każdym etapie produkcji materiał staje się o coś bogatszy, bo najpierw zespół chce coś usłyszeć, później realizator/producent wyciąga z tego to, co on chce usłyszeć, a na końcu jeszcze co innego podkreśla spec od masteringu. Jeżeli wszystkimi etapami produkcji zajmuje się jedna osoba – całość brzmi płasko.

5. Ustalić datę premiery. W tym przypadku będziemy trochę strzelać, bo nie wiadomo, kiedy płyta wróci z tłoczni. I trzymać kciuki, że nie będzie błędów 🙂 Premierę trzeba oczywiście zorganizować od każdej strony, czyli technicznej, lokalowej, promocyjnej, sprzętowej itd.

6. Zająć się produkcją gadżetów, koszulek, przypinek i innych rzeczy. Może nie będziemy tego robić osobiście, ale osobiście musimy dopilnować, żeby wszystko zostało wykonane na czas i w odpowiedniej jakości oraz za odpowiednie pieniądze. Nie zapominajmy, że gadżety trzeba też opatrzyć jakimś graficznym wzorem, który trzeba opracować i przygotować do druku.

7. Gdzieś pomiędzy poprzednimi punktami trzeba wypuścić singla i rozesłać go do stacji radiowych, blogów, czasopism – wszędzie gdzie się da. Jak dobrze pójdzie, to uda się go puścić w mediach przed premierą. A jak się nie uda, to znaczy, że nikomu się singiel nie spodoba i będziemy go słuchać sami 🙂

8. Teledysk. W zasadzie razem z punktem siódmym, ale to zupełnie inna para praca.  Musi być. A zanim powstanie trzeba mieć:

8a/ pomysł

8b/ scenariusz i scenopis

8c/ aktorów (o ile będzie taka potrzeba)

8d/ oczywiście znaleźć reżysera, operatorów, sprzęt. Może uda się to wszystko połączyć w jednej osobie, ale jak znam świat – nie .

8e/ lokalizację/e do zdjęć

8f/montażystę

8g/ i jeszcze pięćset rzeczy, o których nie da się wiedzieć, przed rozpoczęciem pracy oraz tych, o których teraz zapomniałem

9. Podziękować wszystkim wspierającym z platformy crowdfundingowej, na której zbieraliśmy środki oraz przesłać im upominki. Brzmi tak lekko i banalnie, ale chyba tylko w porównaniu z ilością pracy przy punktach poprzednich. Będzie kilka dni roboty.

10. Nauczyć się grać utworów przed premierą. Poważnie! W studiu bardzo dużo się zmienia. Niektóre numery przechodzą metamorfozę, której później trzeba sprostać podczas wykonywania na żywo. Przy omawianym materiale oceniam, że opracowanie go zajmie nam jakiś tydzień prób dzień w dzień.

11. Ustalić daty koncertów promujących płytę. Cały czas nie wiadomo, kto ma się tym zająć… i jest już na to mocno późno, więc i tak nastawiamy się na intensywne koncertowanie wiosną. To naprawdę musi być ktoś spoza zespołu, zwłaszcza że w LOGOPHONIC jest nas tylko 2. Nie jesteśmy w stanie podzielić między siebie handlowych obowiązków i wywiązać się z całej reszty.

12. Na pewno jeszcze o czymś zapomniałem. Przypomni mi się w trakcie ogarniania któregoś z punktów powyżej.

Wszystko to do końca listopada. No i do tego trzeba pamiętać, że przydało by się grać na instrumencie przynajmniej te 2h dziennie.

Z tego miejsca chciałbym pozdrowić wszystkich, którzy twierdzą, że muzyk to nie jest poważna praca, że oni przecież nic nie robią, a w związku z tym nie trzeba im płacić za koncerty, a muzę można ściągać z sieci za frajer. Przecież oni to lubią. Dla dobra wszystkich zwolenników opisanej wyżej postawy zgłaszam postulat, żeby do Prawa Pracy (które zresztą nie obejmuje prawie wcale naszej grupy zawodowej) włączyć przepis, że jeżeli ktoś lubi swoją pracę, to nie może za nią dostawać wynagrodzenia 🙂

Dobranoc.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s