Archiwum dla Sierpień, 2013

To jest bardzo przyjemne uczucie. Lista niewiadomych i potencjalnych zagrożeń na horyzoncie jest długa, a mi jest z tym dobrze. Dzięki zwolnieniu głowy z quasi-korporacyjnych obowiązków jestem pełen wiary, że każdy problem czeka tylko na odpowiednio kreatywne rozwiązanie i wszystko będzie dobrze. Oprócz rozwiązania problemów w gratisie dostanę satysfakcję, że udało mi się je rozwiązać. Poniżej pierwszy z serii kilku kłopotów, z których dzisiaj się cieszę, a jutro pewnie przyprawią mnie o depresję.

Pierwszy problem o którym na piszę to problem finansów. Będzie potraktowany mocno teoretycznie, bo nie chcę wchodzić w detale związane z innymi problemami – jak wiadomo prawie wszystkie problemy można  sprowadzić do pieniędzy. Inne problemy będę opisywać dużo konkretniej… prawdopodobnie.  Nie obiecuję, bo okazuje się, że bardzo lubię teoretyzować na prawie każdy temat 🙂

Problem pierwszy:  Kasa

Jest to problem tak oklepany, że aż trochę mi szkoda bajtów na to, żeby o nim pisać. Ale zaprząta mój umysł dość często, więc nie sposób go pominąć.

Generalnie zajęło mi jakieś 30 lat, żeby pogodzić się z faktem, że takie zjawisko jak pieniądze ma swoją ugruntowaną pozycję w otaczającej mnie rzeczywistości i mimo moich usilnych prób jego ignorowania – nie przestanie występować w przyrodzie. Kiedy już doszedłem do tego wniosku, postanowiłem się z pieniędzmi oswoić, to znaczy trochę je polubić.  Jest to może myślenie trochę magiczne, na pewno brzmi infantylnie, ale wyszedłem z założenia, że jak nie będę lubił pieniędzy, to nie będą chciały do mnie przychodzić – tak jak ja nie lubię odwiedzać kogoś, kto mnie nie lubi. Trochę to chore, ale mam wrażenie, że to w jakiś sposób działa.

Na co potrzebuję pieniędzy?

  1. Na życie
  2. Na życie trochę lepsze
  3. Na życie wygodne
  4. Na życie w luksusie
  5. Na sprzęt, rozwój, nagrywanie, wydawanie płyt itd.

Generalnie obecnie starcza mi na zaspokojenie pkt. 1 i czasami pkt. 2. W osiągnięciu pkt. 2 najczęściej przeszkadza mi stałe dążenie do zaspokojenia potrzeby z pkt. 5. Punkt 4. nigdy nie zostanie osiągnięty, bo apetyt rośnie w miarę jedzenia, a poza tym trzeba przecież gonić przysłowiowego króliczka. Pkt. 3 to cel, który kiedyś uda mi się osiągnąć. Na pewno nie dzisiaj, może za parę lat.

Pozbierałem w ciągu życia kilka opowieści i anegdot, które w pewien sposób pozwalają mi sobie radzić z realiami. Poniżej krótki zbiór prawd:

Po pierwsze: Rób swoje. jeżeli skupisz się na robieniu pieniędzy, to zrobisz pieniądze (kropka). Jeżeli skupisz się na robieniu czegoś swojego, to zrobisz coś fajnego, a robiąc to odpowiednio dobrze (nie ignorując przy tym ogólnych zasad działania wolnego rynku), to z czasem zrobisz też pieniądze.

Po drugie: Wyznacz cel. Jeżeli nie wiesz dokąd idziesz – na pewno tam nie dojdziesz (cytat z pamiętnika Kubusia Puchatka).

Po trzecie: Nie ograniczaj się. Trzeba na każdym kroku eliminować błąd w myśleniu, który przejawia się zdaniem „to się nie może udać”. Zygmunt Bauman podobno użył kiedyś takiej anegdoty do jego opisania:

– Przepraszam, jak stąd dojść do Dublina?

– Wie Pan, jakbym ja szedł do Dublina, to bym nie zaczynał z tego miejsca.

Oczywiście, chodzi tylko o śmiałość założeń, każde z nich trzeb później bardzo dokładnie przeanalizować w poszukiwaniu błędów i faktycznych barier. Staram się nie zakładać, że dostanę nagrodę Nobla w dziedzinie fizyki.

Po czwarte: Nie daj się zwariować. Kiedyś uczyłem angielskiego. W podręczniku trafiłem na anegdotę, o amerykańskich turystach i greckim rybaku, który wylegiwał się na plaży o godzinie 9 rano. Rozmowa między nimi przebiegała mniej więcej tak:

Turyści:  Czemu nie łowisz?

Rybak:  Już łowiłem.

T: Ale mógłbyś złowić więcej!

R: Po co?

T: Jakbyś złowił więcej, to mógłbyś kupić drugą łódź!

R: Po co?

T: Żeby łowić więcej!

R: Po co?

T: Jak będziesz łowił coraz więcej, to będziesz potem miał całą flotę kutrów!

R: I co wtedy?

T: I wtedy będziesz mógł cały dzień wylegiwać się na plaży!

R: A co robię teraz?

Generalnie, na życie udaje mi się zarobić. Na trochę lepsze życie czasami też. Podstawowy problem, to spowodować, żeby wszystkie te potrzeby stopniowo zapewniać sobie tylko działaniami stricte muzycznymi, bez konieczności wykonywania innych prac dorywczych. i na tym się trzeba skupić.

Dla rozluźnienia, na koniec, przedstawiam inny zbiór zasad. Zgodnie z zasadą, żeby się nie dać zwariować z tymi zasadami:

Znaki

Posted: Sierpień 14, 2013 in Projekt: muzyka

Nie jestem przesadnie religijny. Właściwie to jestem przesadnie niereligijny. Mariusz Szczygieł napisał książkę o Czechach zatytułowaną „Zrób sobie raj”, w której znalazłem anegdotę o prawdziwych ateistach. Bardzo mi się ona podoba i chyba w jakiś sposób mnie opisuje. Nie pamiętam dokładnie, ale szło to mniej więcej tak: podobno w Czechach 95% ludzi uznaje się za ateistów, ale prawdziwych ateistów jest w Czechach tylko około 5% – bo tylko tylu Czechów wie, w jakiego Boga nie wierzy.

Okładka „Zrób sobie raj”

Z drugiej strony, zostałem wychowany w kulturze chrześcijańskiej i tego nie zmienię. Czasami więc staję się religijny, w dość zaskakujących momentach. Dzisiaj próbowałem robić tłumaczenie instrukcji obsługi – zajęcie dla podratowania budżetu. Niestety, edytor tekstu wiesza się i nie pozwala pracować. Uznaję to za znak. Siła Wyższa mówi – NIE RÓB TEGO.

wiesza

Umówiłem się na próbę. Wprawdzie wieczorem miała być plenerowa impreza z graniem na żywo, ale kolejny Znak od Siły Wyższej odczytuję z termometru (14 stopni). Wieje i pada. Prorokuję: zdaje się, że nic z tego nie będzie.

Chyba muszę wymyślić jakiś plan B na dzisiaj. Zobaczymy co się stanie, jak dotrę na próbę…

Endorfiny

Posted: Sierpień 4, 2013 in Projekt: muzyka

Dobra, nie jestem na Offie. Żałuję jak cholera, mówię to bardzo poważnie. Wczoraj grałem na skrzyżowaniu świętojańskiej i 10 lutego w Gdyni, w infobox’e. Podobno był jakiś wypadek, zaraz obok. Nie zauważyłem tego. Dowiedziałem się dzisiaj.

Dzisiaj spędziłem też z cudowny dzień nad otwartym morzem, w Karwi, a  wieczorem zagrałem koncert w rewelacyjnym miejscu, które można na pierwszy rzut oka określić jako przyplażową budę z piwem i czymśtam. ” Ale muzę grają niezłą.”

Dlaczego kocham tą pracę? Bo na chwilę przed graniem zrobiłem na przykład takie zdjęcie:

Bar na Wale u Wojtka, przed koncertem LOGOPHONIC

Bar na Wale u Wojtka, przed koncertem LOGOPHONIC

Fotę zrobiłem jakieś 20 metrów od miejsca, w którym graliśmy. Właścicielem przyplażowej budy z czymśtam jest Wojtek, znany z refrenu i tytułu numeru zespołu Illusion.

Podczas koncertu patrzyłem głównie na jednego człowieka. Wyglądał na zupełnie normalnego… turystę. Wydawało mi się, że pierwszy raz w życiu jest na koncercie, że pierwszy raz w życiu dał się wyrwać z rzeczywistości i skupić się na czuciu muzyki. Patrzyłem na niego w momencie, w którym coś odkrywał.

Zgrałem kilka na prawdę skutecznych dźwięków. Skuteczne uważam wyżej niż dobre, bo te potrafią być po prostu poprawne. A bardzo poprawnie można przecież mówić  coś, co jest straszną bzdurą. Dzisiaj mówiłem o czymś fajnym.

KOCHAM TĄ PRACĘ!